Gdy powoli tracisz samego siebie

Znasz ten stan, kiedy zaczynasz zastanawiać się kiedy i jak to się stało, że przestałeś/aś słyszeć samego siebie? Idziesz chodnikiem i w zasadzie nie wiesz dokąd, choć teoretycznie za 10 minut masz spotkanie z klientem. Jakbyś tracił/a kierunek, cel. Jakby coś z Ciebie uleciało. Myślisz może, że to wypalenie zawodowe? A może wypalenie sięgające trochę głębiej?

Wokoło słyszysz, że trzeba, że powinno się, że już czas, że nie ma co się dłużej zastanawiać tylko działać. Powinno się pracować nie tylko na to, żeby zarobić na życie, ale też dla satysfakcji i spełnienia zawodowego. Przy tym wypada jeździć niezłym autem, mieć własne mieszkanie (najlepiej w nowym apartamentowcu, jak najbliżej centrum miasta), oddaną bratnią duszę przy boku i przynajmniej dwójkę dzieci, które będą uczęszczały na modne zajęcia pozalekcyjne. Do tego nie możesz zapominać o szerokim uśmiechu, schludnej fryzurze, pełnym makijażu i ubraniach z markowych sklepów. Oczywistością jest też najnowszy notebook pod pachą i smartfon w dłoni, między innymi do systematycznego zapewniania reszty o tym, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. W sumie dobrze byłoby jeszcze mieć lub robić coś ponadto, żeby czymś się wyróżnić i być nieco oryginalnym.


Idealna recepta na sukces, prawda? Dla niektórych owszem, jednak nie dla wszystkich. Coraz więcej, lecz wciąż zbyt mało mówi się o drugiej stronie tego obrazu. Trudno przyznać, że wcale nie chce się tak żyć, bo to może powodować ogromne przeciążenie, frustrację, przymus dostosowania się do ogólnych ram, brak czasu na bycie sobą, na znalezienie czasu na pobycie w swoim własnym „ogródku,” tak po prostu. Bez zastanawiania się, czy to poprawne i akceptowane, czy nie. Wielu chce się spełniać, korzystać z życia i dostępnych dóbr, tylko że trudno osiągnąć radość wtedy, gdy staje się to sportem narodowym z presją, wyścigiem i brakiem litości dla “słabszych” zawodników. Niektórzy po pewnym czasie zaczynają się zastanawiać, czym jest w zasadzie podium tego wyścigu.

Tylko co wówczas, kiedy zaczynamy tak myśleć, ale boimy się konsekwencji pójścia za tymi myślami? Przecież zaszliśmy tak daleko w swoich działaniach. Inni wciąż powtarzają, że my to mamy wszystko, idealne życie, że chcieliby być na naszym miejscu. Czujemy, jakby w nas była karuzela, której nie można zatrzymać. Mamy się dalej kręcić i cieszyć się ze wspaniałej zabawy, choć w środku pękamy na pół. Czasem czujemy nawet, jakbyśmy byli za jakąś niewidzialną szybą, bo tylko tak widzimy możliwość wyjścia z karuzeli. Rozmawiamy sami ze sobą, szukając sensu i rozwiązania tego męczącego stanu.

Czujemy, jak się oddalamy od własnego życia, trudno nam je czuć, wpadamy w mechaniczne czynności: pobudka, praca, dzieci, dom, zakupy, obowiązki. Jak to jest, że niby wszystko jest na miejscu a czujemy pustkę w środku?

Coś powoduje smutek, rozdrażnienie. Bliscy coś zauważają, pytają, my nie wiemy od czego zacząć i czy w ogóle zaczynać, więc mówimy, że po prostu jesteśmy zmęczeni. Temat się kończy, jednak my czujemy się ciągle tak samo, albo gorzej. Ogarnia nas apatia, obojętność, żal, otępienie. Czasem nawet bierzemy na siebie winę tylko po to, żeby już więcej się nie kłócić z kimś bliskim. I tak gromadzimy ciężary, smutki, zakopujemy prawdziwe potrzeby i uczucia. Przestajemy rozumieć siebie. Co jakiś czas pojawia się iskra nadziei, że może jednak coś zmienimy w naszym życiu ale zdajemy sobie sprawę, że nie wystarczyłaby jedna mała zmiana. Konieczny byłby cały ich ciąg, lawina, która nas przeraża. Tak więc decydujemy się na powrót do naszego mało przyjemnego, ale bezpiecznego bunkru. Każdym takim ponownym schowaniem się dokładamy kolejną cegiełkę do muru, którym się otaczamy. Zwiększamy też dystans między sobą prawdziwym a tym, którego widzą inni. Zastanawianie się, co naprawdę czujemy staje się coraz bardziej bolesne. Taki stan może trwać jakiś czas, aż zaczynamy częściej chorować, mieć bóle w mięśniach, migreny, bezdechy, problemy ze snem. Lekarze przepisują kolejne leki, które nie przynoszą ulgi. Nie wiemy, co mamy robić.

Jesteśmy obojętni, apatyczni, czujemy jakbyśmy przemieszczali ciało z punktu do punktu, nie mamy kontaktu ze sobą, nie pamiętamy kiedy się szczerze śmialiśmy, mieliśmy pasje, czuliśmy się wolni. Tracimy odporność, czujemy się słabi i zrezygnowani. Na każdą próbę zbliżenia się do nas reagujemy drażliwie, złośliwie, może agresywnie. Jednak od razu czujemy się za to winni, bo przecież nie chcemy tacy być. Wiemy po prostu, że są w nas nagromadzone uczucia, których zdecydowaliśmy się nie czuć i nie wiemy, jak z tego wybrnąć. Coraz bardziej boli to, jak się czujemy, jak wygląda każdy dzień, ale nie wiemy już, co poszło nie tak, gdzie był początek. Czujemy, że nie damy rady sami stawić temu czoła. Tylko kogo i jak poprosić o pomoc? Przecież wszyscy myślą, że świetnie sami sobie dajemy radę ze wszystkim, jesteśmy tacy pomocni, pracowici, nie skarżymy się za dużo. Jak pokazać, że rozpadamy się od środka? Przecież wszystko możemy stracić, zranić bliskich. Tylko, czy da się stracić więcej, niż siebie samego?


Takich walk w głowie podejmujemy wiele, nawet w ciągu jednego dnia. Tracimy na nie energię i nie mamy jej już na spędzanie radosnego czasu z bliskimi, na zrobienie czegoś przyjemnego dla siebie. Utrwalamy w sobie przekonanie, że tak już pewnie musi zostać.


Piszę ten artykuł po to, by przekazać Ci, że nie musi tak być. Nie jesteś jedynym człowiekiem, który stacza w sobie takie walki. Takich osób jest tysiące. Gdyby tylko zaczęły mówić o tym, co się w nich dzieję naprawdę okazałoby się, że mają wiele wspólnych wątpliwości, dylematów, bolączek. Jednak z jakichś powodów, bardzo różnych, decydują się na milczenie i samotność. Doświadczając tak trudnych przeżyć, zawsze możesz spróbować sięgnąć po pomoc osoby, która wiele lat uczy się tego, jak najskuteczniej Ci pomóc właśnie w takich sytuacjach. W jej obecności możesz wrócić do siebie w tempie, jakiego potrzebujesz, w bezpiecznej przestrzeni, gdzie nikt nie ocenia, nie wytyka, nie wyśmiewa, nie stawia oczekiwań. Czy chcesz, aby Cię wysłuchano?

To, czego boimy się najbardziej, jest z reguły tym, co właśnie powinniśmy zrobić. Ralph W. Emerson
Zapraszam do zapisu na konsultację. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, polecam kontakt mailowy.

Gabinet psychoterapii | stachecka.tomasiewicz@gmail.com | Tel: 725-174-779

© 2016-2020 | Sylwia Stachecka-Tomasiewicz | www.stachecka.pl |

  • Grey Facebook Icon